March 17, 2017

Plusy i minusy ciąży


To już 36 tydzień ciąży, już wkrótce zakończy się ten "błogosławiony stan" :) Pomyślałam, że podsumuję Wam plusy i minusy ciąży, z perspektywy dobiegającej końca mojej drugiej ciąży.

PLUSY:
1. W mojej opinii druga ciąża jest o tyle łatwiejsza od pierwszej, bo wszystko nie jest już takie nieznane. Pamiętam schemat badań, rozwoju dziecka w poszczególnych tygodniach, nie muszę się tak tym wszystkim przejmować. Co prawda cukrzyca ciążowa i teraz mnie zaskoczyła, bo nie liczyłam na to, że historia się powtórzy, ale jestem spokojniejsza. Wiem z czym "to się je" :D Najprawdopodobniej plusem jest też właśnie restrykcyjna dieta, bo nie zjadam pustych kalorii, ale gdzieś w głębi burzy to mit "dogadzania sobie w ciąży" smakołykami. Po porodzie nie odmówię sobie crème brûlée w lubelskiej kawiarni Vanilla, wybiorę się na plac Zbawiciela w Warszawie do Charlotte na croissanta z nadzieniem cytrynowym i z nikim nie podzielę się toffifee (już widzę Ludwisię i jej wyciągniętą rączkę ;)... Kochana Mamo i Siostrzyczko szykujcie się na kawiarniany festiwal :D

2. Garderoba. Punkt ten balansuje też trochę na granicy minusów, bo kiedy otwierasz szafę i zauważasz, że bluzka/sukienka są już na Ciebie za małe z uwagi na rosnący brzuszek to robi Ci się smutno, że nie masz w co się ubrać. W moim przypadku sprawdza się kilka ciążowych ubrań z Happy Mum, polskiej marki produkującej odzież ciążową. Podstawą mojej ciążowej garderoby są zatem jeansy (super wygodne), do tego kilka tshirtów, 2-3 luźne swetry plus 2 eleganckie sukienki. Wszystko można ze sobą dowolnie komponować i urozmaicać dodatkami. Ciąża trwa niby krótko (bo tylko i aż 9 miesięcy), ale uważam, że warto wtedy pamiętać o wizerunku. Zadbana Mama to szczęśliwa Mama :)

3. Opowieści i wspomnienia bliskich kobiet dot. ciąży, porodów i niemowlęctwa ich dzieci. Bardzo lubię słuchać jak to było kiedyś i co się teraz zmieniło na lepsze. W drugiej ciąży jestem natomiast mądrzejsza i nie przejmuję się wszystkimi zasłyszanymi "złotymi radami". Słucham ich uprzejmie, a potem w głowie filtruję je i niczym poszukiwacz złota, w sicie pozostawiam tylko bryłki złota. Mam już jakieś swoje doświadczenie, ufam mojej lekarce i instynktowi macierzyńskiemu.    

4. Cud życia. Rozwija się we mnie maluteńki człowiek, istotka, którą już kocham i szanuję. Ludzik wyposażony w swój rozumek, który urodzi się z zakodowanym charakterem i szeregiem wspaniałych cech. A ja tylko zdrowo się odżywiam, spaceruję, robię badania kontrolne i o siebie dbam. Wszystko inne dzieje się poza mną. Rozwój, wzrost, tkanie się życia. A później nadchodzi dzień kiedy czuje się po raz pierwszy ruchy dziecka, z dnia na dzień coraz silniejsze i wtedy już się wie, że nie ma nic piękniejszego niż rezygnowanie z siebie dla życia bezbronnego człowieczka. 

MINUSY:
1. Gdzieś przeczytałam, że druga ciąża jest trudniejsza od pierwszej, bo pod nogami plącze się owoc pierwszej ciąży. I faktycznie jest to prawda. Lu, jako niezwykle mądra i ambitna dziewczynka, jest też bardzo absorbująca, najchętniej cały czas wchodziłaby mi na głowę. Przez to iż dzień spędzamy wspólnie, wieczorem padam już na twarz. Od niedawna ma fazę na "nie", histeryzuje i marudzi.. sprawia to iż naprawdę jest mi wtedy ciężko nie stresować się. Tymbardziej, że myśl iż mój stres wpływa na dziecko w brzuchu jeszcze bardziej  mnie stresuje. 

2. Nie można spać na brzuchu. Pod koniec ciąży ciało przypomina bardziej kształtem foczkę/hipopotama/wieloryba niż zwinną gazelę. Brzuch naprawdę ciąży! Moim wybawieniem, także w tej ciąży jest poduszka do spania w kształcie litery C polskiej firmy Motherhood. Relaks dla kręgosłupa i komfortowy sen gwarantowany. 

3. Nie podskoczysz, nie podbiegniesz - to na bank! Toczysz się ulicą niczym majestatyczny okręt wpływający do portu. Powoli, powoli, powoli. Przyspieszenie kroku (szczególnie pod koniec ciąży) może zagwarantować skurcz. Ajaj! A w mojej głowie ciągle sobie myślę tak, szczupłe nogi, szczupłe ręce to pewnie brzucha nie widać. Wchodzę na teren placu zabaw z Lu, idziemy na huśtawki, a jakaś miła starsza pani, od razu się mnie pyta jak się czuję i na kiedy mam termin. Chyba jednak widać ten brzuch :D

4. Spadek sił. Zmęczenie. Deficyt energii. I to pragnienie, żeby przespać caaaały dzień! Spać, spać, spać. Tyle, że kiedy w ciągu dnia próbuję się zdrzemnąć to Lu pamięta wtedy żeby zagwarantować mi szereg innych atrakcij: "Mama miś", "Mama czyta", "Mama baja", "Mama pić", "Mama am". Dobry Boże daj mi trochę więcej cierpliwości ;) W dodatku brak słońca, chłodne dni i ciągle te warstwy do ubrania plus czapki, rękawiczki, szalik. Naprawdę mam już serdecznie dosyć tej pogody. 

Czekam na ocieplenie i narodziny Synka, na przypływ nowej energii i zapasów sił, aby ze zdwojonym entuzjazmem cieszyć się z życia i rodziny. 

1 comment: