March 30, 2016

Dziewczynka z perłą



Już od jakiegoś czasu Ludwiczka zaczęła intensywniej produkować ślinę i wkładać całą piąstkę i na dokładkę dwa kopytka żyrafki Sophie do buzi. Bez wątpliwości była to oznaka zbliżającego się okresu ząbkowania. Dolne dziąsełka wskazywały, że to właśnie tam nastąpi inauguracja mlecznego uzębienia. Smarowałam jej od czasu do czasu dziąsła żelem, który przynosił ulgę i przywoływał na twarzy małej Lu uśmiech. 
W Wielką Sobotę mała była inaczej niż zazwyczaj marudna. Jej minka była pełna niezadowolenia i żaliła się "abu, agle, able...". Niemniej jednak między pieczeniem baby drożdżowej, krojeniem warzyw na sałatkę jarzynową i szykowaniem koszyczka na święconkę myślałam, że ma po prostu gorszy dzień. Późnym popołudniem, kiedy już wszystko ogarnęłam i Mała odmówiła karmienia zaintrygowana zajrzałam jej do buźki. A tam maluteńki ząbek, który właśnie przebijał dziąsło. Biedna, moja iskierka! wszystkie puzzle dnia złożyły mi się w jedno, że moje dziecko właśnie przeżywa ząbkowanie! Ruszyłam do łazienki po żel na dziąsła. I, o zgrozo nie ma go! jak to jest możliwe? wczoraj tutaj jeszcze był... Przekopałam szuflady z kosmetykami, kosmetyczkę do torebki, dużą kosmetyczkę podróżną.. no nie ma.. Wyszłam z łazienki, gruntownie przejrzałam torbę dziecięcą i moją torebkę. Nie ma żelu. Przepadł jak kamień w wodę. Przeszukałam komodę z ubrankami Ludwiczki oraz jej koszyczek z różnymi przyborami toaletowymi. Nie ma. Może jest w apteczce? Metodyczne wyjęłam z szafki wszystkie maści, syropy i blistry tabletek. Nie ma, nie ma, nie ma żelu na dziąsła, a moja Córcia cierpi. No dobrze może jednak jest w łazience? przetrząsnęłam wszystko jeszcze raz. Nie ma. Koniec świata. 
Zadzwoniłam do męża, który akurat był na mieście, wyjaśniłam zawiłość sytuacji i mąż, który już wracał do domu pojechał do apteki. Mija 40 minut, a jego nie ma. Dzwonię:
- "Halo, halo, wszystko w porządku? tak długo Cię nie ma?"
- "Hmm... jest Wielka Sobota, wszystkie apteki są zamknięte, czynne są tylko te dyżurujące, przy czym apteka obok nas ma awarię komputera więc ją zamknęli. Jestem w innej aptece, a przede mną jest 20 osób"...
Jakiś horror... a Dzidzia płacze.
Minęło półtorej godziny, wrócił mąż z żelem. Jesteśmy zbawieni :) Ludwiczka z ogromną ulgą przyjęła kojący delikatny masaż.
Pytanie roku: gdzie jest poprzednia tubka żelu?
Odpowiedzi brak.

Tak więc Ludwiczka tuż przed swoim chrztem zyskała swojego pierwszego ząbka. Dziewczynka z perłą na przedzie, w końcu elegancja zobowiązuje. 

P.S.
Niedziela, Dzień Zmartwychwstania, Święto. 
Godzina około 21:00.
Zmęczeni, siedzimy z mężem w kuchni.
Otwieram szafkę żeby schować do niej otrzymane w prezencie 4 słoiczki różnych miódów w tym boski malinowy miód pszczeli. Stwierdzam, że w sumie słoiczki  są malutkie więc mogę je schować do koszyczka w którym trzymam aromaty do ciast, cukier wanilinowy, budynie i galaretki. Zdejmuję z półki koszyczek, wkładam słoiczki i eureka! co tam leży?
w białej tubce ŻEL...!!!

kurtyna :)

P.S.2. nie pytajcie mnie dlaczego on tam się znalazł, bo i tak nie mam bladego pojęcia jak to się stało :D


2 comments: