January 26, 2016

Charlotte na Placu Zbawiciela

(zdjęcie: źródło FB Charlotte - dziękuję za możliwość opublikowania go na blogu :)

Obiecałam Wam, że na blogu będę nie tylko pisała o macierzyństwie, ale także o godnych polecenia miejscach w stolicy. Nadszedł więc czas na kolejny punkt na mapie.  

Kiedy ponad 10 lat temu zamieszkałam w Warszawie (żeby potem się z niej wyprowadzić i powrócić kilka lat później), pewnego dnia spacerując po Śródmieściu przypadkowo natrafiłam na Plac Zbawiciela. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Okrągły plac, przecięty torami tramwajowymi i otoczony dumnymi kamienicami trafił na listę ulubionych miejsc. Z marszu przywołał w mojej pamięci, podobne francuskie place, na których spędzałam multum godzin podczas mojego uniwersyteckiego stypendium we Francji. Przy placu znajduje się kościół Najświętszego Zbawiciela, którego to wieżyczki dumnie górują nad pozostałymi budynkami. W środku natomiast znajdziecie m.in. przepiękną posadzkę.

Kilka lat później, przebywając krótko w stolicy znajoma warszawianka zaprosiła mnie na kolację do bistro Charlotte. Na zewnątrz trwała mroźna zima, w środku było tłoczno, zwróciłam uwagę na bardzo prosty wystrój wnętrza i z miejsca poczułam, że polubię się z Charlotte. Na stół trafiły pyszne sałatki i karafka wina. Na deser klasyczne, niebiańskie crème brûlée. Nutki sentymentu dodał fakt, iż moja znajoma zaczęła wspominać czasy kiedy w obecnym miejscu sprzedawano ryby i przychodziła tutaj ze swoją mamą. Lubię miejsca z historią, z jakąś przeszłością nawet jeśli ówcześnie roztaczała woń ryb. 

Do Charlotte wracałam wiele, wiele razy, najczęściej na śniadania i podwieczorki. Moje top 5 to: tartine: mozzarella z tapenadą (na zdjęciu poniżej), tarta cytrynowa, croissanty, crème brûlée i zielona herbata z lawendą Mariage Frères. Zazwyczaj przychodząc do Charlotte mam dwa problemy: żeby znaleźć wolne miejsce (niezależnie od pory roku, czy to w środku czy na zewnątrz zawsze jest komplet) i dokonać wyboru z prostej i przejrzystej karty menu, która jest pełna pyszności bez cen z kosmosu. Sercem tego bistro jest znajdująca się na miejscu piekarnia. W środku unosi się zapach świeżo pieczonego pieczywa i kawy. Uwielbiam siedzieć w słońcu przy stolikach na zewnątrz. Obserwuję wtedy to co dzieje się wokół mnie: młodzi kelnerzy i kelnerki uganiają się jak w ulu krążąc z zamówieniami między stolikami, tramwaje przejeżdżają, przechodnie szybko przemykają, samochody jeżdżą. Nic szczególnego w sumie się nie dzieje, po prostu trwa życie. 

Jak przystało na Młodą Mamę (przecież jestem na urlopie macierzyńskim to mam tyyyyyyle czasu i mogę chodzić po kawiarniach z Córcią kiedy tylko mam ochotę ;) polecam Wam to bistro na krótsze lub dłuższe chwile ;)



No comments:

Post a Comment