December 9, 2015

W formie


Od kilku lat dosyć regularnie chodzę na różne ćwiczenia sportowe: pilates, zdrowy kręgosłup, TBC, ABT, zumba. W pewnym sensie było to remedium na rozruszanie mięśni po całodziennym siedzeniu w biurze. W ciąży gimnastyka pozwoliła mi na dotrwanie do końca w formie, leżenie z brzuchem do góry to nie mój styl ;) A teraz powód jest inny: codziennie noszę, podnoszę, kładę, lulam i tulę mój największy aktualnie około siedmiokilogramowy skarb, który z dnia na dzień waży coraz więcej. 
Udało mi się znaleźć klub sportowy w którym cztery razy w tygodniu interesujące mnie zajęcia zaczynają się o 21:00. Jest to dla mnie idealna pora, ponieważ wtedy Dzidzia jest już po kąpieli, jest nakarmiona i generalnie śpi. Zostaje wtedy pod opieką Męża. 
Wczoraj wieczorem udałam się na zajęcia o mądrze brzmiącej nazwie "zdrowy kręgosłup". Jechałam przez kompletnie zamglone ulice, latarnie tajemniczo oświetlały trasę przebijając się przez gęstą sieć wilgoci. Na ulicach byli nieliczni przechodnie, w końcu komu się chce w chłodny grudniowy wieczór wychodzić z ciepłego domu? Tym razem na ćwiczeniach była elitarna ośmioosobowa grupa. Maty, ciężarki, piłki gimnastyczne, wdech, wydech, lewa, prawa, 8,7,6,5,4,3,2,1 Jedno ćwiczenie po drugim sprawia, że mięśnie stają się coraz bardziej elastyczne i rozciągnięte. Czuję jakbym z pleców zrzucała niepotrzebne kilogramy ciężkiego balastu. Czas mija nieubłaganie szybko, 15 minut, 30 minut, 45minut... zaraz będzie koniec.. czy te wskazówki na zegarze muszą tak szybko cykać? I już koniec,wybija 22:00. W szatni zmieniam obuwie, pakuję ręcznik do torby, wkładam ciepłą bluzę dresową, na to kurtkę, na głowę nasuwam czapkę, na dłonie rękawiczki. Wychodzę z klubu i kieruję się do samochodu. Wsiadam, torbę rzucam na fotel pasażera, wkładam kluczyki do stacyjki i odpalam, wraz z miłym pomrukiem silnika przestrzeń wypełnia się subtelnymi dźwiękami radiowej muzyki. Jadę do domu i po drodze rozmyślam: jaki jest miły wieczór, jak dobrze się czuję po ćwiczeniach, miasto już prawie śpi, śpi też moja Córeczka, po przyjściu ucałuję ją w czółko, bo już się za nią stęskniłam, a Mąż pewnie czyta albo robi coś przy komputerze. W domu pachnie upieczonym przeze mnie popołudniu ciastem orzechowym, jest cicho, przytulnie i błogo. Wezmę prysznic, w lodówce znajdę coś na ząb, bo matka karmiąca to matka głodna, coś poczytam i wcześniej (czyli przed północą) położę się spać. 
Parkuję i wychodzę z samochodu, dochodzę do mieszkania, otwieram drzwi i wchodzę do kuchni a tam.... Mała Ludwiczka uśmiechnięta najpiękniej jak się tylko da, pełna energii i wigoru w oczach wita mnie z radością bynajmniej nie wyglądając na kogoś kto chciałby pójść spać... 
Krótkie pytanie do Męża: "Długo spała?"
"Obudziła się o 20:40 i już nie śpi"..

Cóż Córeczko moja Kochana... tli się we mnie nadzieja, że kiedyś będziesz zasypiała o 20:00 i spała do rana... 



No comments:

Post a Comment