November 2, 2015

Mokotowskie rozmowy



Dzisiaj byłam na spacerze na Polu Mokotowskim. Sztuczne jeziorka, w lecie ochładzające rozgrzane powietrze, dziś były puste. W betonowych zbiornikach biegały psy pod bacznym okiem właścicieli oraz śmigały pojedyncze szkraby na biegowych rowerkach. Wszędzie trwają jesienne prace ogrodnicze. Setki tysięcy liści, które spadły w ostatni weekend trzeba zagrabić, zapakować w foliowe worki i wrzucić na pakę ciężarówki. I mimo, że park znajduje się w sercu stolicy to panuje tam idealna cisza w sam raz na drzemkę Ludwiczki w ciągu dnia. Przypadkiem przechodząc obok jednej z licznych ławek zauważyłam hasło "Kimkolwiek jesteś życzę Ci dobrze". I ja też Tobie autorze tych słów życzę dobrze :) Taki okruch ludzkości w ferworze codzienności. Nie bój się życzyć innym dobrze. 

Wracając zatrzymałam się przed cukiernią "Walczak" założoną w 1955 r. Mają tam naprawdę pyszne tradycyjne wypieki. Tym razem chciałam kupić na prezent paczkę kruchych ciasteczek z grubym cukrem kryształem. Niby nic, ale zawsze są doskonale wypieczone i stanowią idealny duet z aromatyczną kawą. Przeszkodą okazało się kilka schodków wiodących do cukierni w kontekście faktu, że Mała słodko spała i nie chciałam jej wybudzać ze snu tarabaniąc po schodach. Wszystkie ściany cukierni są przeszklone także mogłabym spokojnie tam wejść i patrzeć na Córcię w wózku, ale jakoś nie mogłam się przemóc. Moje wahanie musiała zaobserwować nadchodząca starsza pani w szarym wełnianym płaszczu w jodełkę, bordowym berecie i bordowej chuście w kwiaty na szyi. 
- "Proszę pani niech pani wejdzie spokojnie do cukierni, ja Pani popilnuję wózka"
Wzbudziła moje zaufanie, więc rzekłam:
- "Mogłaby pani? Będę wdzięczna"
- "Ależ tak, oczywiście".

Weszłam do cukierni, wybrałam ciastka, dodatkowo kusząc się na rogale świętomarcińskie. Wzięłam jeden extra dla starszej pani. Ekspedientka z miłym uśmiechem zapytała się ile ma Mała. Musiała najwidoczniej zauważyć, że to jest mój wózek przed cukiernią. "Niecałe 3 miesiące" odparłam, kątem oka patrząc na starszą panią i wózek. "Musi pani uważać i szczególnie zimą nie stawiać wózka blisko budynku. Kiedyś kiedy byłam młoda i sama miałam małe dziecko to byłam świadkiem strasznego wydarzenia. Sopel urwał się z dachu i wbił się w daszek wózka" - opowiedziała mi z przejęciem. "Całe szczęście, że tylko w daszek" odparłam. "Niestety nie tylko. Tak mówię tylko pani, żeby pani wiedziała".
Co za historia...

Wyszłam z cukierni i uśmiechając się wręczyłam staruszce papierową, białą torebkę z pachnącym rogalem. 
- "To dla pani z podziękowaniem"
- "Nie, nie ja dziękuję nie mogę tego przyjąć" - odpowiedziała
- "Proszę nie odmawiać, miło mi bardzo, że się Pani zaoferowała popilnować wózka".
- "To ja pani zapłacę"
- "Ależ nie, to prezent"
Po tej krótkie wymianie zdań starsza pani wzięła ode mnie rogala dziękując i dziękując. I pękła jak tama wypuszczając potok słów.
- "Ja miałam wnuczkę w pani wieku. Niestety nie żyje już 4 lata. Miała 29 lat, zdolna, młoda. Syn (a mam ich dwóch) kupił jej mieszkanie i samochód. I pracę miała, no wszystko. I zdarzyło się nieszczęście. Chciała być taka bardzo chuda i dużo ćwiczyła i pewnego dnia na bieżni dostała zatoru płuc i zmarła".
- "Bardzo, bardzo mi przykro proszę pani. Dzisiaj jest święto wszystkich zmarłych, niech pani się za nią pomodli. Ona na pewno już jest w niebie i na panią tam czeka"
- "Ja się za nią modlę, ale taka młoda ona była..." 
Oczy jej zwilgotniały. Po czym opowiedziała mi jeszcze o swoich dwóch synach, o studiach, które skończyli, o rodzinach, które założyli. Teraz tęskni za wnukami, bo dwoje z nich mieszka we Wrocławiu. Sama, wyszła za mąż w wieku 18 lat. Kształciła się w Toruniu. Ucieszyła się, że znam to miasto i zaczęła mnie wypytywać czy znam ulicę Szeroką i Lubicką i jeszcze taką i taką. 

Rozmowa ta trwała raptem kilka minut, ale była nasycona treścią wspomnień i teraźniejszości. Ile człowiek nosi w sobie pamięci rozmaitych chwil... I jak kruche jest ludzkie życie...  

No comments:

Post a Comment