November 25, 2015

Adwentowe refleksje


Czerpię radość z własnoręcznego przygotowywania rozmaitości. W ostatnim czasie były to zaproszenia ślubne i prezenty dla weselnych gości, oprawa wieczoru panieńskiego i drobne upominki dla obecnych na nim wspaniałych kobiet, a nie tak dawno temu baby shower z okazji dobiegającej końca ciąży z Ludwiczką. Bardzo lubię organizować przyjęcia i zapraszać gości dlatego, kto wie może kiedyś zajmę się tym zawodowo? ;) 

Nasz kalendarz na Adwent 2015 jest już gotowy! przygotowałam go w kilku etapach:
1. wydrukowałam na matowym 350 g papierze kolorowe cyferki, a następnie je wycięłam. Jeśli nie masz jeszcze swojego kalendarza adwentowego to śmiało, tu możesz pobrać cyferki do druku. 
2. przez kilka dni rozmyślałam nad tym co w tym roku zamieszczę w środku (w zeszłym roku były to zarówno drobne przedmioty jak i świąteczne zadania np. oglądanie świątecznych filmów ;)
3. kupiłam drobiazgi do paczuszek
4. zapakowałam wszystko w klasyczne kartki A4
5. obwiązałam paczuszki wstążeczkami i przykleiłam cyferki za pomocą kropel kleju (to są takie krople, które odkleja się od taśmy i można je zastosować dwustronnie)
6. przyczepiłam paczuszki szpilkami do tablicy korkowej (dzięki czemu nie rzucają się w oczy)
7. ustawiłam gotową tablicę na małych drewnianych sztalugach i jest pięknie :)


Tak więc zbliża się Adwent - radosny czas oczekiwania na Boże Narodzenie. W tym roku naszły mnie zupełnie nowe, świeże refleksje dotyczące tego okresu. W sierpniu, kiedy zbliżał się termin porodu naszej Córeczki codziennie otrzymywałam od rodziny i bliskich telefoniczne i smsowe zapytania czy to już? czy już rodzę? kiedy urodzę? i tym podobne. Było miłe czuć, że Malutka, która lada dzień miała się urodzić jest dla nas wszystkich ważna i wyczekiwana. W ponad 30 stopniowych upałach, ledwo żyjąc z modelowo okrągłym brzuchem czekałam pijąc hektolitry wody dziennie. A wraz ze mną czekał mąż, rodzina i piękna wyprawka: łóżeczko, wózek, maleńkie uprane i wyprasowane ubranka, uszyte przeze mnie rzeczy (2 kocyki i becik) oraz mnóstwo ślicznych i rozczulających serce drobiazgów. 
I teraz w kontekście Adwentu pomyślałam sobie o Maryi, która w zaawansowanej ciąży musi udać się w daleką podróż z Nazaretu (320m n.p.m.) do Betlejem (775m n.p.m.). Przemierzałam tę drogę samochodem niejednokrotnie i różnica ciśnień naprawdę nie jest miła, ponieważ to nie jest taka prosta droga jak na przykład z Warszawy do Łodzi tylko wiedzie ona przez góry, zimne i nieprzyjemne o tej porze roku. I ta biedna Maryja musi udać się do Betlejem, nie może potwierdzić przynależności do rodu Dawida smsem, telefonem czy przez e-platformę i rzecz jasna nie ma do dyspozycji samochodu. W Betlejem, miasteczku w Judei okazuje się, że nastał czas porodu. Nie ma przy sobie super wyprawki, w dodatku wszystkie miejsca w mieście są oblężone, wszędzie są tłumy ludzi, nikt nie czeka na nich z otwartymi ramionami, są niechciani i odrzuceni. W twardej, zimnej grocie rodzi się malutki Jezus. Pierwszymi gośćmi są pasterze, kilka dni później Trzej Królowie. I co ciekawe nigdzie nie jest napisane w Biblii, że Maryi towarzyszyła jakaś kobieta, jakaś położna... I tak sobie rozmyślając nad tym wszystkim pomyślałam ile kobiet na tym świecie rodzi samotnie, gdzieś w Afryce, Azji czy na jakimś innym kontynencie. Ile małych istnień nie przeżywa porodów z uwagi na brak warunków sanitarnych czy też brak opieki medycznej. Ogarniam zatem myślami te wszystkie kobiety i te Maleństwa życząc im, aby ich czas oczekiwania na Przywitanie był czasem pięknym i bezpiecznym, kiedy szczęśliwe będą mogły wziąć w ramiona swoje ukochane Dzieci. I dziękuję Panu Bogu za moją zdrową i bezpiecznie urodzoną Córcię ;)
Niech ten Adwent nie upłynie nam tylko na szaleństwie kupowania prezentów i tworzenia dekoracji (mimo iż to one także kreują całą atmosferę przeżywania tych świąt), ale pamiętajmy też o innych.. o tych najmniejszych...

No comments:

Post a Comment